LANGUAGE BRIDGES Publications

REMEMBER SEPTEMBER - Polish - "Moje pierwsze doswiadczenia w dziedzinie medycyny"

Home
Danuta Mostwin
Ewa Gierat's Bethlehem Letter
ZNICZ oraz INDEKS
ZNICZ
International Division
REMEMBER SEPTEMBER - Polish - "Moje pierwsze doswiadczenia w dziedzinie medycyny"
REMEMBER SEPTEMBER - "My First Medical Experience" (The Original)
Sand Oasis - pages 1-20
Sand Oasis - pages 21-40
Sand Oasis - pages 41-72

REMEMBER SEPTEMBER

Danuta Podkomorska, doktor laryngolog, od 1957 r. w Winnipeg, była przez 10 lat moją koleżanką szkolną i harcerską w 6WZDH im. Cecylii Plater Zyberkówny w Warszawie przed wybuchem II wojny światowej 1 września 1939 r. W Kanadzie opisała swe przeżycia pierwszych dni wojny dla Readers Digest, ale tekst nie został przyjęty do druku z uzasadnieniem: ``Nie drukujemy makabry."

Medycyna była celem życia Danki od wczesnego dzieciństwa. Zdałyśmy maturę w maju 1939 roku, we wrześniu zaczynał się rok akademicki. Danka już w sierpniu jeździła do szpitala Przemienienia Pańskiego na Pradze, gdzie starsi koledzy-studenci mieli wtajemniczać żółtodzióbów w cuda medycyny przed rozpoczęciem wykładów... Przy zastrzyku we własne udo Danka z przerażeniem zamykała oczy...

"My First Medical Experience" - "Moje pierwsze doświadczenia w dziedzinie medycyny" - poniżej - w wolnym tłumaczeniu na polski Ewy Boykin ukazało się w nr 281 ``Węzełka" harcerek do rozpowszechniania we wrześniu z okazji 70-tej rocznicy wybuchu II wojny światowej.

Ewa Gierat, Bethlehem, CT 06751 ewabetlejem@sbcglobal.net 24 lipca 2009

My First Medical Experience

Dr Danuta Podkomorska

1 września 1939 zwlokłam się z łóżka, jak zwykle, na ostatnią chwilę i pobiegłam złapać autobus. Nie słuchałam radia, nie widziałam gazety, nie zauważyłam niczego nadzwyczajnego o tak wczesnej porze. Ale autobus zatrzymał się nie dojechawszy do szpitala, bo zawyły syreny i kazano nam biec do schronu. Wiele było takich alarmów ćwiczebnych, więc sądziłam, że to jeden z nich. Wbrew rozkazom policji pobiegłam do szpitala, dowiedziałam się, że wojna jest prawdziwa. Poczułam pustkę w głowie.

Na całym świecie dzieci bawią się w wojnę, a młodzi marzą o heroicznych wyczynach, ale w Europie, gdzie prawdziwa wojna zdarza się co 20 lat, tendencje te są żywsze. Polska sztuka, literatura, malarstwo, pieśni są w 75 procentach związane z walką o wolność. Od wczesnego dzieciństwa przysłuchiwałam się opowiadaniom wojennym mojego ojca i jego przyjaciół, nauczycieli, właściwie każdej osoby w moim towarzystwie. Nic dziwnego więc, że wyobrażałam sobie wojnę jako podniecającą przygodę, której nie chciałabym być pozbawiona.

W 1939 roku ojciec ciągle powtarzał, że wojna jest straszna, najtragiczniejszym wydarzeniem w dziejach ludzkości, należy jej uniknąć za wszelką cenę. Błagałam go, aby nie ogłaszał swoich poglądów, ponieważ wyglądałby na tchórza... Ale zaczęłam rozumieć, co wojna przynosi obserwując z przyspieszonym biciem serca niemieckie bombowce zrzucające bomby: jak świszczały straszliwie zbliżając się\ do swoich celów. Większa bomba waliła na ziemię i w ciągu następnej sekundy wybuchały dwie mniejsze umieszczone po obu stronach.

6 września Prezydent Warszawy Stefan Starzyński ogłosił wymarsz na Wschód mężczyzn zdolnych do noszenia broni. Tworzona bowiem będzie armia na odsiecz Warszawie. Z personelu szpitala zatrzymano profesora w roli dyrektora oraz kilku starszych lekarzy, kobiety-lekarki i służbę pomocniczą. Byłam bezużyteczna w pomocy rannym, więc przydzielona zostałam do kostnicy wypełnionej zmarłymi układanymi na podłodze, jeden obok drugiego. Moją pracą moją stało się wydawanie zwłok zgłaszającym si rodzinom razem z dwustronnym świadectwem zgonu.

Szpital znajdował się w pobliżu mostu Kierbedzia i stacji kolejowych, które były celem niemieckich bomb. Obsługiwanie obu dworców kolejowych (Gdański i Wileński) - po wymarszu mężczyzn z Warszawy - przeszło na harcerki i harcerzy w wieku 13 do 16 lat. Ranni, a wkrótce zabici zaczynali napływać do szpitala w coraz to większych ilościach. Pamiętam ich zwłoki... niewidzące otwarte oczy, pełne niewypowiedzianej trwogi, spalone, rozdarte ciała. Jedna dziewczyna miała cały bok wypalony aż do kręgosłupa, zwęglona tkanka, skurczona... ciało wygięte w podkowę - ucho dotykało stopy... nie pasowała do sztywnych szeregów na podłodze. U większości ofiar - wnętrzności wylatywały z brzucha...

Coraz więcej ofiar - wśród nich młodych w mundurach harcerskich - przywożono na ciężarówkach potrzebnych natychmiast dla następnej grupy ... Przechylano więc pośpiesznie podłogę ciężarówki i ciała zsuwały się siłą ciężkości na ziemię. Często kierowca nie dotarł nawet do bramy kostnicy zwalając swój ładunek. Niektórzy z nich pomagali mi wciągać ciała do środka. Trzy pomieszczenia kostnicy wypełniły się szybko, więc musiałam układać zwłoki jedne na drugich - warstwami. W kątach składałam części ciał, które otrzymałam luzem - w jednym nogi, w innym ręce, głowy...

Matki zwykle były w stanie odnaleźć swoje dziecko. Moim zadaniem było wyszukać wszystkie części ciała i ułożyć w odpowiednim porządku - tak żeby niczego nie brakowało, ani aby nie zostało tutaj. Z początku starałam się dopasować wszystkie części ciała każdego dziecka, ale z wydłużającą się kolejką matek nie mogłam pozwolić sobie na taki ``luksus"... komponowałam ciała z części, które miałam pod ręką - z wyjątkiem - głów, oczywiście. Wysłuchiwałam przekleństw spadających na mnie z racji mojego ``urzędu". Niektóre matki milczały jakby skamieniałe, co było przerażające. Wolałam, gdy krzyczały z furią i nienawiścią w oczach... Bardziej naturalne... Ich poszukiwania powodowały jeszcze większy bałagan i musiałam przesuwać luźne części ciał przy pomocy łopaty. Gdy poszukiwane ciało nie znajdowało się w wierzchniej warstwie, cała grupa została poruszona i musiałam ją przywrócić do początkowego stanu, cała ubabrana we krwi, z wnętrznościami jak wężami okręconymi na moich nogach. Wyglądało to jak rzeźnia, krew znajdowała się nawet na suficie. Nie było elektryczności, smród był przeokropny, ale byłam tak zmęczona, że nawet tego nie zauważałam.

Syreny alarmów, odgłos szybujących bombowców, szczekanie artylerii, wybuchy bomb połączone z lamentem ludzkim - to nieustanna kakofonia - od zarzewia do zmroku. Byłam cała umazana na czerwono, a suknia usztywniona z zaschłej krwi. Buty pełne krwi, innych płynów bulgotały przy każdym kroku. Dopływ wody był zrujnowany, aby umyć ręce do jedzenia, wycierałam je o trawę. Przynoszono mi ze szpitala kanapkę i butelkę wody, kto wie czy nie prosto z Wisły?! Nie miałam miejsca do spania więc siadałam na stopniu umazanym krwią usiłując drzemać.

Osmego dnia wojny połączenie telefoniczne z drugą stroną Wisły zostało przerwane. Mój ojciec przedostał się do mnie w 10 dni później i oczywiście nie zastał mnie w dobrym stanie ducha. Zaapelował do mojego przełożonego profesora o zwolnienie mnie z posterunku - i zostałam wysłana do domu bez względu na protesty.

Przystanęliśmy nad Wisłą, gdzie wykąpałam się, wyrzuciłam ubranie i zamieniłam je na koszulę ojca, wypłukałam sandały. Krótkie sukienki nie były jeszcze w modzie i musiałam zwracać sobą uwagę przechodniów podczas naszej dwunastokilometrowej wędrówki do domu - dłuższej niż normalnie ponieważ most na Wiśle był nadwyrężony i niebezpieczny. Nie mijaliśmy wielu przechodniów, większość mieszkańców chowała się w piwnicach w ciągu dnia, a krzątała się pod ochroną nocy.

Te moje pierwsze 18 dni wojny przekonały mnie, że ojciec miał rację. Wojna jest największym nieszczęściem, które może dotknąć ludzkość. Moje przeżycia były tylko jedne z tak licznych doświadczeń w tym piekle na ziemi. Wojna ma wstrząsający wpływ na każdego, niezeleżnie od wieku. Prawdopodobnie, aby nie oszaleć - wyrobiłam w sobie odporność, znieczulenie na te okropności, ale wspomnienia są wyryte w mojej pamięci na zawsze.

Tłumaczenie z angielskiego: Ewa Boykin, Kolorado