Dr Danuta Podkomorska
1 września 1939 zwlokłam się z łóżka, jak zwykle, na ostatnią
chwilę i pobiegłam złapać autobus. Nie słuchałam radia, nie
widziałam gazety, nie zauważyłam niczego nadzwyczajnego o tak wczesnej
porze. Ale autobus zatrzymał się nie dojechawszy do szpitala, bo
zawyły syreny i kazano nam biec do schronu. Wiele było takich alarmów
ćwiczebnych, więc sądziłam, że to jeden z nich. Wbrew rozkazom
policji pobiegłam do szpitala, dowiedziałam się, że wojna jest
prawdziwa. Poczułam pustkę w głowie.
Na całym świecie dzieci bawią się w wojnę, a
młodzi marzą o heroicznych wyczynach, ale w Europie, gdzie
prawdziwa wojna zdarza się co 20 lat, tendencje te są żywsze.
Polska sztuka, literatura, malarstwo, pieśni
są w 75 procentach związane z walką o wolność.
Od wczesnego dzieciństwa przysłuchiwałam się opowiadaniom wojennym
mojego ojca i jego przyjaciół, nauczycieli,
właściwie każdej osoby w moim towarzystwie.
Nic dziwnego więc, że wyobrażałam sobie wojnę jako
podniecającą przygodę, której nie chciałabym być pozbawiona.
W 1939 roku ojciec ciągle powtarzał, że wojna jest
straszna,
najtragiczniejszym wydarzeniem w dziejach ludzkości, należy jej
uniknąć za wszelką cenę. Błagałam go, aby nie ogłaszał
swoich poglądów, ponieważ wyglądałby na tchórza...
Ale zaczęłam rozumieć, co wojna przynosi
obserwując z przyspieszonym biciem serca niemieckie bombowce
zrzucające bomby: jak świszczały straszliwie zbliżając
się\ do
swoich celów. Większa bomba waliła na ziemię i w ciągu
następnej sekundy wybuchały dwie mniejsze umieszczone po obu stronach.
6 września Prezydent Warszawy Stefan Starzyński ogłosił
wymarsz na Wschód mężczyzn zdolnych do noszenia broni.
Tworzona bowiem będzie armia na odsiecz Warszawie.
Z personelu szpitala zatrzymano profesora w roli dyrektora oraz kilku
starszych lekarzy, kobiety-lekarki i służbę pomocniczą.
Byłam bezużyteczna w pomocy rannym, więc
przydzielona zostałam do kostnicy wypełnionej zmarłymi układanymi
na podłodze, jeden obok drugiego.
Moją pracą moją stało się wydawanie zwłok zgłaszającym
si rodzinom razem z dwustronnym
świadectwem zgonu.
Szpital znajdował się w pobliżu mostu Kierbedzia i
stacji kolejowych,
które były celem niemieckich bomb. Obsługiwanie obu dworców
kolejowych (Gdański i Wileński) - po wymarszu mężczyzn z Warszawy -
przeszło na harcerki i harcerzy w wieku 13 do 16 lat.
Ranni, a wkrótce zabici zaczynali napływać do szpitala w coraz
to większych ilościach. Pamiętam ich zwłoki... niewidzące
otwarte oczy, pełne niewypowiedzianej trwogi, spalone, rozdarte ciała.
Jedna dziewczyna miała cały bok wypalony aż do
kręgosłupa, zwęglona tkanka,
skurczona... ciało wygięte w podkowę -
ucho dotykało stopy... nie pasowała do sztywnych szeregów na podłodze.
U większości ofiar - wnętrzności
wylatywały z brzucha...
Coraz więcej ofiar - wśród nich młodych w mundurach
harcerskich -
przywożono na ciężarówkach
potrzebnych natychmiast dla następnej grupy ... Przechylano więc
pośpiesznie podłogę ciężarówki i ciała
zsuwały się siłą ciężkości na ziemię.
Często kierowca nie dotarł nawet do bramy kostnicy zwalając
swój ładunek. Niektórzy z nich pomagali mi wciągać ciała do
środka.
Trzy pomieszczenia kostnicy wypełniły się szybko, więc musiałam
układać zwłoki jedne na drugich - warstwami. W kątach składałam
części ciał, które otrzymałam luzem - w jednym nogi,
w innym ręce, głowy...
Matki zwykle były w stanie odnaleźć swoje dziecko.
Moim zadaniem było wyszukać wszystkie części
ciała i ułożyć w odpowiednim porządku - tak żeby niczego nie
brakowało, ani aby nie zostało tutaj.
Z początku starałam się dopasować wszystkie części
ciała każdego dziecka, ale z wydłużającą się kolejką matek
nie mogłam pozwolić sobie na taki ``luksus"... komponowałam ciała z
części, które miałam pod ręką - z wyjątkiem - głów,
oczywiście.
Wysłuchiwałam przekleństw
spadających na mnie z racji mojego ``urzędu".
Niektóre matki milczały jakby skamieniałe, co było przerażające.
Wolałam, gdy krzyczały z furią i nienawiścią
w oczach... Bardziej naturalne...
Ich poszukiwania powodowały jeszcze większy bałagan i musiałam
przesuwać luźne części ciał przy pomocy łopaty.
Gdy poszukiwane ciało nie znajdowało się w wierzchniej warstwie,
cała grupa została poruszona i musiałam ją przywrócić do
początkowego stanu, cała ubabrana we krwi,
z wnętrznościami jak wężami okręconymi na moich nogach.
Wyglądało to jak rzeźnia,
krew znajdowała się nawet na suficie.
Nie było elektryczności, smród był przeokropny,
ale byłam tak zmęczona, że nawet tego nie zauważałam.
Syreny alarmów, odgłos szybujących bombowców, szczekanie
artylerii,
wybuchy bomb połączone z lamentem ludzkim - to nieustanna kakofonia -
od zarzewia do zmroku.
Byłam cała umazana na czerwono, a suknia usztywniona z zaschłej krwi.
Buty pełne krwi, innych płynów bulgotały przy każdym kroku.
Dopływ wody był zrujnowany, aby umyć ręce do jedzenia,
wycierałam je o trawę. Przynoszono mi ze szpitala kanapkę i
butelkę wody, kto wie czy nie prosto z Wisły?!
Nie miałam miejsca do spania więc
siadałam na stopniu umazanym krwią
usiłując drzemać.
Osmego dnia wojny połączenie telefoniczne z drugą stroną
Wisły zostało przerwane. Mój ojciec przedostał się do mnie w
10 dni później i oczywiście nie zastał mnie w dobrym stanie ducha.
Zaapelował do mojego przełożonego profesora o zwolnienie mnie z
posterunku - i zostałam wysłana do domu bez względu na protesty.
Przystanęliśmy nad Wisłą, gdzie wykąpałam
się, wyrzuciłam
ubranie i zamieniłam je na koszulę ojca, wypłukałam sandały.
Krótkie sukienki nie były jeszcze w modzie i musiałam zwracać sobą
uwagę przechodniów podczas naszej dwunastokilometrowej wędrówki
do domu - dłuższej niż normalnie ponieważ most na Wiśle był
nadwyrężony i niebezpieczny.
Nie mijaliśmy wielu przechodniów, większość
mieszkańców chowała się w piwnicach w ciągu dnia,
a krzątała się pod ochroną nocy.
Te moje pierwsze 18 dni wojny przekonały mnie, że
ojciec miał rację. Wojna jest największym nieszczęściem,
które może dotknąć ludzkość. Moje przeżycia były tylko
jedne z tak licznych doświadczeń w tym piekle na ziemi.
Wojna ma wstrząsający wpływ na każdego, niezeleżnie od wieku.
Prawdopodobnie, aby nie oszaleć - wyrobiłam w sobie odporność,
znieczulenie na te okropności, ale wspomnienia są wyryte w
mojej pamięci na zawsze.
Tłumaczenie z angielskiego: Ewa Boykin, Kolorado